Piotr Rybak w lipcu został skazany na trzy miesiące więzienia za spalenie kukły symbolizującej Żyda. Ostatecznie jednak karę zamieniono na tzw. dozór elektroniczny. Rybak nie mógł być poza domem od godz. 19 do 9.

W sobotę, wspólnie z byłym księdzem Jackiem Międlarem (oskarżonym o nawoływanie do nienawiści wobec Żydów i Ukraińców), poprowadził wrocławski marsz nacjonalistów. Jego uczestnicy zaatakowali grupę aktywistów, którzy chcieli zablokować pochód. Na trasie wznosili okrzyki „A na drzewach zamiast liści, będą wisieć komuniści” czy „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”, odpalono też niedozwolone race.

Piotr Rybak przez mikrofon krzyczał: „Skazały mnie lewackie sądy, ale z wami, patriotami, idę do końca”, a później ze sceny w rynku m.in. „W 1989 roku sprzedano Polskę przy kieliszku wódki”.

Piotr Rybak złamał zasady odbywania kary

Choć do domu dotarł na godz. 19 (zgodnie z zasadami odbywania kary w ramach dozoru elektronicznego), nie uchroni go to od więzienia. W środę wrocławski sąd zdecydował o cofnięciu aresztu domowego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej