Gdy w „czarny wtorek” parę tysięcy osób maszeruje przez Wrocław z transparentami „Moja spódnica to nie kaplica”, „Kler nie rodzi, niech nie rządzi”, „Ten rząd obalą kobiety”, w 35-tysięcznym Dzierżoniowie przemawiają – ukryte przed deszczem pod namiotem – nauczycielka matematyki w liceum, emerytka i prawniczka. Słucha ich 70 schowanych pod parasolami mieszkanek miasta.

We Wrocławiu na czele ochranianego przez policję protestu idzie z megafonem Marta Lempart, inicjatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

PRZECZYTAJ TEŻ: Ukrainka przetrzymana niemal dobę na policji, dwukrotnie rozebrana, zastraszana. I wypuszczona bez zarzutów

Kilka godzin wcześniej zadzwonił do niej dziennikarz, dziwiąc się, że nie jest w Warszawie. „Ludzie, jest życie poza Warszawą!” – pisze na Facebooku poirytowana Lempart.

Rynek

W Dzierżoniowie, na godzinę przed manifestacją, organizatorzy rozstawiają w rynku niewielki czerwony namiot (zorganizowany tego samego dnia rano), chowają tam przed deszczem transparenty (brystol, pisaki i kijki kupili za swoje pieniądze) i pompują czarne balony (butlę helu zasponsorował szef jednej z dziewczyn).

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej