Przebywająca od sierpnia w Polsce Daria w komisariacie Wrocław-Krzyki znalazła się w ub. czwartek. Mężczyzna oskarżył ją, że nie chce mu zwrócić podarowanego jej wcześniej telefonu. I choć prosiła jedynie o możliwość zgrania z aparatu danych, wezwał policję. Powiedział, że jakaś Ukrainka ukradła mu telefon, z którą umówił się na sprzedaż komórki.

Po kilkunastu minutach kobieta została zatrzymana pod swoją klatką schodową przez dwóch nieumundurowanych funkcjonariuszy policji, po czym została przetrzymana niemal dobę w areszcie.

Nie jesteś tu mile widziana

Policjantów nie interesowały jej tłumaczenia, że wystarczy zajrzeć do pamięci telefonu, by sprawdzić, że ze zgłaszającym się znają – były tam ich wspólne zdjęcia i wielomiesięczna korespondencja przez internetowy komunikator.

Darii nie chciano słuchać także w komisariacie. Jeden z policjantów „poinformował” ją, że nie życzy sobie we Wrocławiu 50-tys. ukraińskiej diaspory. Że ona też nie jest tu mile widziana. Krzyczał i groził natychmiastową deportacją.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej