Listopad 2015 r. Podczas antyimigranckiej demonstracji we Wrocławiu Piotr Rybak podpala kukłę Żyda. Informują o tym media na całym świecie. W sądzie Rybak nie zaprzeczał, ale tłumaczył, że kukła nie była Żydem, ale George’em Sorosem, biznesmenem. Sąd nie dał wiary. Skazał Rybaka za nawoływanie do nienawiści na tle różnic wyznaniowych i etnicznych na 10 miesięcy bezwzględnego więzienia. To surowiej, niż chciała prokuratura, która wnioskowała o prace społeczne.

Rybak po wyjściu z sądu: – Od 27 lat najwyższe stanowiska w tym kraju zajmowali Żydzi i do jakiej sytuacji doprowadzili ten kraj? Jeśli nacja żydowska tak się boi, to mają swoje państwo i mogą wyjechać do Izraela!

Towarzyszący mu mężczyzna krzyczał za sędzią: – Precz z żydomasonerią!

Prokuratura Stare Miasto ani nadzorująca ją okręgowa we Wrocławiu nie miały wątpliwości co do wyroku, nie było mowy o apelacji. Ale pod koniec grudnia prokuratura Stare Miasto jednak apelację do sądu przesyła. Czytamy w niej: „Dokonując oceny postawy oskarżonego, sąd oparł się przede wszystkim na okolicznościach obciążających, a nie wziął pod uwagę łagodzących”. I wnioskuje o zmniejszenie kary dla antysemity – skazanie na prace społeczne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej