Górna ósemka – to cel minimum, jaki władze większościowego właściciela Śląska, czyli magistratu, i szefowie klubu wyznaczyli przed sezonem piłkarzom oraz trenerowi Janowi Urbanowi. Przez pewien czas nieśmiało mówiono nawet o miejscu premiowanym grą w europejskich pucharach. Trenerowi Urbanowi w spełnieniu oczekiwań miały pomóc głośne transfery, których Śląsk dokonał przed sezonem 2017/18.

Piłkarski marazm

W końcu do klubu sprowadzono m.in. dwukrotnego króla strzelców ekstraklasy Marcina Robaka, grającego ostatnio w Niemczech, a wcześniej reprezentującego barwy mistrza Polski – Legii – Jakuba Koseckiego, bramkostrzelnego Arkadiusza Piecha czy niegdyś jednego z najlepszych pomocników ligi Kamila Vacka.

I choć klub zaoszczędził na samych transferach, bo zapłacił wyłącznie za wykupienie latem Robaka z Lecha Poznań (ok. 300 tys. zł), a zimą Mateusza Cholewiaka ze Stali Mielec (ok. 100 tys. zł), to wielu nowych piłkarzy otrzymało intratne kontrakty. Większość wymienionych graczy zarabia ponad 60 tys. zł miesięcznie, a kilku kolejnych inkasuje po 40 tys. zł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej