Rozmowa z Bing Liu, reżyserem filmu „Jutro albo pojutrze”

Magda Podsiadły: Ten film jest bardzo osobisty i szczery, działa silnie emocjonalnie. Jak odebrali go bohaterowie, czyli najbliżsi pana przyjaciele z dzieciństwa?

Bing Liu: Przed dystrybucją pokazałem im film, nie chciałem przekroczyć barier, na które oni nie daliby zgody. Popłakaliśmy się wszyscy. Każdy z nas zaakceptował to bardzo intymne podejście do naszych życiowych historii.

Nadal więc łączą was silne więzi?

– Gdy byliśmy mali, mieszkaliśmy blisko siebie i wspólnie porywała nas jazda na deskorolce. Potem poszliśmy trochę inną drogą. Keire wyjechał do Denver, Zack został w naszym rodzinnym Rickford, ja dużo podróżuję w związku z kręceniem filmów, więc widujemy się rzadko, ale tęsknimy za sobą. Wciąż silnie łączą nas więzi z dzieciństwa.

To opowieść o dorastaniu. Każdy z was miał trudną rodzinną historię, został zraniony w młodości, co przełożyło się na dramatyczne decyzje w dorosłym życiu. Ma pan taki moment przed kamerą podczas rozmowy ze swoją matką, która opowiada o toksycznej relacji z ojcem, gdy mówi pan: „Nie dam rady”. Chciał pan wycofać swoją prywatną opowieść z filmu?

To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko nasi stali Czytelnicy

Twoje sprawy, nasza praca. Subskrybuj za pół ceny i czytaj Wyborcza.pl

Wyborcza.pl to dziennikarze w całej Polsce. Piszemy o tym, co ważne dla Ciebie, Twojej okolicy, Polski i świata. Zyskaj dostęp do tej codziennej porcji niezbędnych informacji.