Tekst ukazał się we wrocławskiej „Wyborczej” 16 lutego 2001 r.

Święta Klara była bezręka i poobijana. Konserwatorzy wyjęli ją z wnęki na ścianie młyna i zawieźli do pracowni rzeźbiarsko-kamieniarskiej, która wtedy mieściła się w sąsiedztwie Muzeum Archeologicznego. Mistrz dał jej nowe dłonie, wymuskał każdą fałdę na kamiennej szacie. Musiała wyglądać pięknie, żeby po odbudowie młynów wrócić na dawne miejsce. Teraz stała na dziedzińcu pracowni: świeża, jakby dopiero co wyszła spod dłuta.

Codziennie rano w pracowni kamieniarskiej powtarzał się ten sam rytuał: do dziesiątej Stanisław Wolski (dzisiaj znany wrocławski animator kultury i aktor) walił młotkiem w kamień, a gdy zegar wybijał dziesiątą, szedł do pakamery, brał pieniądze ze stołu przykrytego ceratą i gnał na ul. św. Antoniego po gazetę. Trafił tu z ogłoszenia: Pracownia Konserwacji Zabytków szukała kandydatów na uczniów kamieniarskich, a on po przerwanych właśnie studiach na polonistyce imał się różnych zajęć.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej