Dariusz Fidyka pamięta ten napad, jakby się zdarzył wczoraj. Była lipcowa noc 2010 roku. Usłyszeli huk. Były mąż jego partnerki rzucał kamieniami w ich auto. Miał zakaz zbliżania się do niej i dzieci. Za znęcanie nad rodziną siedział w więzieniu.

– Chciałem go powstrzymać, ale miał nóż. Dostałem osiemnaście razy. Jeden z ciosów przeciął mi rdzeń kręgowy – mówi Dariusz Fidyka. I wzrusza ramionami: – Pewnie, że wolałbym, żeby to się nigdy nie wydarzyło. Ale w tym całym nieszczęściu i tak miałem sporo szczęścia.

Gorzej nie będzie

O doktorze Pawle Tabakowie Dariuszowi powiedział kuzyn, który też jest lekarzem. W medycznej prasie przeczytał, że młody neurochirurg z Wrocławia prowadzi badania nad uszkodzonym rdzeniem kręgowym. Dariuszowi nikt wcześniej nie dawał nadziei. Rdzeń był przecięty całkowicie w odcinku piersiowym. Nie miał czucia i władzy w nogach, nie kontrolował czynności fizjologicznych, nie potrafił samodzielnie usiąść i cały czas odczuwał ból z powodu spastyczności mięśni, czyli ich bezwolnego napinania. Pomyślał: gorzej nie będzie.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej