Rozmowa z prof. Krystyną Skarżyńską, psycholożką społeczną z Uniwersytetu SWPS.

Karolina Kijek: 11 listopada obserwowałam wrocławski Marsz Polski Niepodległej. Według policji wzięło w nim udział 9 tys. osób. W ubiegłym roku były 2 tys. Skąd to wielkie zainteresowanie?

Prof. Krystyna Skarżyńska*: Okazja była niezwykła, to w końcu 100-lecie odzyskania niepodległości. I rzeczywiście dobrze nagłośnione.

Wśród tysięcy uczestników ich motywy przyjścia na marsz mogą jednak być bardzo różne.

Pogrupujmy je w te najważniejsze.

– Nie bez znaczenia był zakaz tego marszu wydany przez prezydenta Wrocławia, uchylony przez sąd. Decyzja prezydenta spotkała się ze sprzeciwem, ale i z ogromną personalną agresją.

 

Prezydent powiedział wyraźnie: „Żaden przyzwoity wrocławianin nie ma prawa pójść w tym marszu”.

– Mocno powiedziane. U niektórych osób ten fakt mógł wzbudzić niepokój i zasiać myśl: „Coś z tym marszem jest nie tak, skoro władze w mieście tak reagują”. Ta myśl mogła być na tyle istotna, że stwierdziły: „Nie idę”. 

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej