The Royal Concertgebouw Orchestra to liga mistrzów. Holenderski zespół gra już 130 lat (choć przymiotnik „królewska” jest świeżej daty, bo nadany przez królową Beatrycze w 1988 r.) i branżowe pismo „Grammophon” uznało go za najlepszą orkiestrę świata. Czy tak jest w istocie, rozstrzygnąć może jedynie św. Cecylia, ale temu, że „Concertgebouw” należy do światowej czołówki, nikt nie może zaprzeczyć.

Mieli przyjechać ze sławnym dyrygentem Danielem Gattim, ale w sierpniu orkiestra zerwała z nim współpracę „ze skutkiem natychmiastowym” z powodu oskarżeń o molestowanie seksualne. Zastąpił go Philippe Herreweghe, jeden z prekursorów wykonawstwa historycznego w muzyce, dyrektor artystyczny Orkiestry Królewskiej Filharmonii Flandryjskiej.

Występował już gościnnie z Królewską Orkiestrą Concertgebouw, ale także z Orkiestrą Kameralną im. Gustava Mahlera, Rotterdamską Orkiestrą Filharmoniczną, Stavanger Symfoniorkester i Radio Kamer Filharmonie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej