Książęcą nekropolią jest dawny kościół zamkowy, dziś bazylika pw. św. Jana Ewangelisty, patrona miasta. Pod posadzką prezbiterium spoczywają od 500 lat Podiebradowie, a w podziemiach kaplicy dobudowanej w 1700 r. leżą Wirtembergowie. To do ich krypty schodzimy. Niewielką przestrzeń wypełniają 24 trumny, niektóre niezwykłej urody.

Z mroku wyłania się sarkofag stojący na pelikanach, które dziobem rozszarpują pierś, żeby własną krwią nakarmić pisklęta. Kryje szczątki Elżbiety Marii, żony księcia Sylwiusza. To dzięki tej kobiecie Wirtembergowie dostali Oleśnicę. Wniosła ją w posagu.

– Te trumny to arcydzieła sztuki konwisarskiej. Z miedzi, z cyny, srebrzone, złocone. Oszałamiające przepychem zdobień. Splendor władzy i ambicję władców Oleśnicy widać nawet po ich śmierci – mówi prof. Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego, który badał kościół zamkowy.

Dzieci przyszłością dynastii

Poczet władców oleśnickich jest długi, ale pierwsi byli Piastowie. Dokument lokacyjny wystawił w 1255 r. książę Henryk III Biały (syn Henryka Pobożnego, wnuk św. Jadwigi) i nikt mu nie odbierze zasługi stworzenia miasta. Ale w 1492 r. Piastowie odeszli. Ostatni z tego rodu, książę Konrad X Biały, nie doczekał się dzieci; zresztą jego małżeństwo trudno nazwać sukcesem dynastycznym.

Ożenił się z Dorotą, córką rzemieślnika oleśnickiego zajmującego się wytwarzaniem kotłów, niejakiego Nikodema Rinkenberga. Potomek Piasta – zięciem kotlarza. „To musiała być miłość” – powiecie. Komedie romantyczne w życiu się jednak rzadko sprawdzają. Owszem, Dorota była urodziwa, źródła mówią o niej „elegans” – wytworna, ale uroda to za mało, żeby poślubić księcia. Przemysław Wiszewski i Wojciech Mrozowicz rozprawiają się w monografii Oleśnicy z romantyczną opowieścią o mezaliansie z miłości.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej