Rozmowa z Olgą Tokarczuk*

Magda Piekarska: Kiedy Olga Tokarczuk będzie miała czas, żeby coś nowego napisać? 

Olga Tokarczuk: Dobre pytanie. Staram się codziennie przynajmniej coś pomyśleć, nawet jeśli nie uda mi się napisać zdania czy choćby dodać jednego słowa. Trochę odsuwam od siebie te działania, tłumacząc się przed sobą, że zimą zdecydowanie lepiej mi się pisze niż latem.

Noszę się z dużą powieścią, której akcja dzieje się na Dolnym Śląsku, ale jak to z dużymi powieściami bywa, strach cokolwiek opowiadać, bo ta ogromna bateria narracyjna w każdej chwili może się rozładować, zmienić, odpłynąć, poruszyć.

Mogę powiedzieć tylko, że praca nad tą książką sprawia mi ogromną przyjemność. I że w mentalnym sensie jestem już gdzie indziej, że się przeprowadziłam w inny czas, choć miejsca nie zmieniam.

A jak z dzisiejszej perspektywy pamiętasz moment otrzymania Bookera?

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej