Zdjęcia pochodzą z wydanego właśnie przez Via Nova albumu „Miasta Dolnego Śląska na fotografii lotniczej”. Każde ma podwójny portret. Czarno-białe są dziełem pracowników firmy Hansa Luftbild, którzy w latach 20. i 30. ubiegłego wieku wykonywali tzw. ukośne zdjęcia lotnicze (w przeciwieństwie do robionych automatycznie zdjęć fotogrametrycznych nie są płaskie, pokazują obraz przestrzenny), a kolorowe panoramy robił w 2017 r. znakomity fotograf Stanisław Klimek.

Postanowiliśmy pokazać kilka bliźniaczych fotografii wrocławskich, bo zmiany, którym podlega przestrzeń miejska, bywają zaskakujące. Prezentowaliśmy już Stare Miasto, wyspy Piasek, Młyńską, Słodową i Daliową, a dzisiaj pokazujemy Hindenburg Platz / pl. Powstańców Śląskich wraz z częścią reprezentacyjnej dzielnicy – kiedyś Cesarza Wilhelma, dziś dzielnicy Południe.

ZOBACZ OBIE MAPY W DUŻEJ ROZDZIELCZOŚCI

Na pierwszy rzut oka stare i nowe zdjęcia są łudząco podobne (nie licząc dominanty Sky Tower), ale wystarczą kilkusekundowe oględziny, żeby ujawnił się ogrom zniszczeń tej części miasta. Jeszcze kilkanaście lat po wojnie teren ponad stu hektarów świecił pustką. Dopiero w latach 60. i 70. zaczęto go zabudowywać i ta robota na pewno nie jest jeszcze skończona. Ale jedno pozostaje bez zmian: to plac o średnicy ok. 220 m, do którego dochodzi sześć ulic. Gwiazda Wrocławia, świecąca głównie bogatym.

Dla Jego Cesarskiej Mości

Ta część miasta już pod koniec XIX wieku uchodziła za dzielnicę ulubieńców Fortuny. Zrobiła błyskawiczną karierę. W ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat wiejskie chałupy zostały wyparte przez pałace burżuazji. Po zdobyciu miasta przez wojska napoleońskie w 1807 r. i wydanej przez francuskiego okupanta decyzji o rozbiórce murów obronnych miasto wylało się na dawne przedmieścia. Ludzie nareszcie mieli gdzie budować domy (a ścisk był w ufortyfikowanym Wrocławiu ogromny) i rozwijać interesy.

„Obszar miasta stale się poszerza. W obecnej chwili oczy przedsiębiorców budowlanych zwracają się ku Kleinburger Chaussee. Położone blisko niej pola, należące do właściciela młyna Eduarda Loosa, przeszły wcześniej drogą wykupu na własność kupca i właściciela dorożek Schmitzlera, który teren ten postanowił przeznaczyć na budowę powozowni ze stajniami obok. Podobnej wielkości grunt sprzedał bankier Moritz Cohn inżynierowi Kemna, który na nabytej parceli wznosi fabrykę budowy maszyn „ – pisała w 1867 r. „Schlesische Zeitung”.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej