Rozmowa z Jarosławem Botorem

Magdalena Kozioł: W środowisku alpinistycznym mówi się o zorganizowaniu kolejnej zimowej wyprawy na K2. Jest pomysł, by zmienić taktykę, aklimatyzować się w Ameryce Południowej i potem przelecieć do Karakorum. Ma to sens?

Jarosław Botor: W 2016 r. tak zrobili Adam Bielecki i Jacek Czech. Chcąc zdobyć Nanga Parbat, aklimatyzowali się w Ameryce Południowej, wchodząc na najwyższy wulkan świata Ojos del Salado, który ma 6893 m.

Ale jak mówi Krzysztof Wielicki, taka strategia nie jest to do końca etyczna, zbieżna z duchem zdobywania najwyższych gór świata. Wydaje mi się również, że na taki scenariusz nie da się namówić Denis Urubko.

Polacy przecież chcą zdobyć K2.

– I dlatego wymaga to namysłu. Taki sposób daje większe szanse na zdobycie szczytu, bo zaaklimatyzowani już wspinacze przed atakiem szczytowym na K2 nie będą zmęczeni niską temperaturą w Karakorum i niedożywieniem. Ja przez miesiąc straciłem tam 10 kg, a koledzy pewnie po 20 kg. A kiedy człowiek traci tyle masy mięśniowej, wyzwaniem staje się podjęcie ogromnego wysiłku zdobycia góry.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej