Elżbieta trzymała płótna w piwnicy przez 20 lat. Z sentymentu tylko. Były niewielkie, 60 na 40 cm, dało się je upchnąć na regale między słoikami. Tam nie zawadzały.

Marcin Owczarek pamięta, że spotkali się, aby porozmawiać o polisie ubezpieczeniowej (jest doradcą finansowym). Gdy wniosła do kuchni dwa czy trzy zakurzone obrazy, oniemiał. Przynieśli z piwnicy resztę, rozłożyli je obok siebie na łóżku. Herbata, którą mieli wypić, stygła.

– Momentalnie wiedziałem, na co patrzę – wspomina Marcin. I choć na rewersie każdego płótna była naklejona fiszka z imieniem i nazwiskiem autora, postanowił upewnić się, czy to nie pomyłka. Sprawdził w internecie. Wrócił do Elżbiety i oznajmił, że oto znaleźli 17 prac Brunona Podjaskiego, wybitnego malarza prymitywisty.

Elżbieta dostała je przed laty od przyjaciółki Brunona, która porządkowała sprawy przed śmiercią. „Wystawiam, co niepotrzebne” – powiedziała wtedy. Elżbieta wzięła, bo szkoda było wyrzucać.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej