Morderstwo i brutalny gwałt, o które oskarżono Tomasza Komendę, wydarzyły się w noc sylwestrową 1996/1997. 15-letnia Małgosia bawiła się na dyskotece Alcatraz w Miłoszycach. Tydzień musiała prosić rodziców, żeby ją puścili. Było przy tym trochę krzyków i płaczu, aż w końcu się zgodzili. Chcieli ją odebrać samochodem, ale uparła się, że wróci pociągiem z koleżankami.

Pierwszy świadek i „Irek”

Na imprezie było ponad 500 osób. Ona najwięcej czasu spędziła z Krzyśkiem, którego poznała tego wieczoru. Za dużo wypiła, aż zrobiło jej się niedobrze. Kilka razy wychodzili na zewnątrz, żeby mogła się przewietrzyć. Ostatni raz po północy.

Wtedy – jak zeznał Krzysiek – podszedł do nich chłopak, który przedstawił się jako „Irek, brat Małgosi”, i powiedział, że zabiera ją do domu. Tylko że Małgosia nie miała brata.

Kilka osób widziało później, jak szła z dwoma mężczyznami w stronę Jelcza. Nie miała na sobie kurtki, chociaż na dworze było bardzo zimno – blisko minus 20 stopni.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej