Spotkały się sześć lat temu w jednej z wrocławskich korporacji. Były pełnymi pasji dziewczynami. Marta Niemczyńska była managerem, a Agnieszka Zawadzka pracowała z klientami. Ich drogi rozeszły się tylko na chwilę. I to na krótko. Marta wyjechała do Niemiec, by w Hanowerze budować swój zespół. Dwa tygodnie później dostała maila od Agnieszki: „Przyjeżdżam na Erasmusa do Hamburga”.

Dzieliło je ok. 150 kilometrów. Podkreślają, że „tylko”, bo okazało się, że wspólne dylematy osób, które muszą odnaleźć się w nowym, nieco obcym środowisku, łączą bez względu na odległość. – Każda z nas wyjechała sama. To było naturalne, że się wspierałyśmy. I bardzo potrzebowałyśmy tych spotkań, by się zobaczyć i powiedzieć „kurcze, no wiesz, fajnie, ale trochę mi ciężko”. Z przystosowaniem się do nowego miejsca, nowych ludzi i ich kultury. I ze znalezieniem swojego kąta, bo kawalerki rozchodziły się bardzo szybko.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej