W Polsce jest osiem wiosek o nazwie Łany, która oznacza staropolską jednostkę miary. Ale w lipcu 1997 najsłynniejsza była ta podwrocławska – najmniejsza w gminie Czernica, położona – co było jej nieszczęściem – na łuku Odry, na prawym jej brzegu. Licząca niespełna 40 domów i około 150 mieszkańców.

O kilkakrotnych próbach wysadzenia wałów przeciwpowodziowych w Łanach oraz – jak to wtedy określano w wioskach – „ataku terrorystycznym ze śmigłowców” na ich mieszkańców, mówiła cała Polska. Wypowiadali się prezydenci (Aleksander Kwaśniewski i Lech Wałęsa), premier Włodzimierz Cimoszewicz, politycy i etycy, urzędnicy i hydrolodzy, a w końcu nawet Najwyższa Izba Kontroli i prokuratura.

Łany stały się symbolem. Dla jednych mniejszego zła, czyli próby ocalenia wielkiego miasta kosztem zatopienia kilkuset gospodarstw i domów w piętnastu wioskach; dla innych determinacji zwykłych ludzi z bezduszną, arogancką władzą gotową użyć policji i wojska, by zniszczyć dobytek ich życia w imię ratowania wrocławskich zabytków.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej