Jedyny w Polsce dom na linach

1/8

Od początku towarzyszył mu rozgłos. 11-piętrowiec wsparty tylko na linach - o dziwnym domu krążyły dziwne opowieści. Nikt nie chciał w nim mieszkać. W końcu zasiedlono go artystami. Konstruktorzy mówili o nim trzonolinowiec, wrocławianie - wisielec i dom na kurzej łapce.

- 11 pięter zawieszonych na linach, to się musi zawalić. Gdy powstał trzonolinowiec, wszyscy tak myśleli - wspominała Stefania Gardecka, jedna z najstarszych mieszkanek. - Budynek jest tak dziwaczny, że na początku nikt nie chciał w nim mieszkać. Dlatego ówczesne władze uznały, że to idealny dom dla ludzi kultury. Budynek wisi w powietrzu, oderwany, jakby nie miał fundamentów, zupełnie jak artyści.

W trzonolinowcu mieszkali m.in. aktorzy Bogusław Linda, Krzysztof Globisz i znany z filmu ?300 mil do nieba? scenarzysta Cezary Harasimowicz.

Zwykle domy buduje się od fundamentów po dach. Z wrocławskim trzonolinowcem było zupełnie na odwrót. Budynek zaczął powstawać od najwyższego piętra i rósł w dół. Wymyślili go dwaj młodzi wrocławianie: konstruktor Andrzej Skorupa i architekt Jacek Burzyński. Wisząca konstrukcja miała powstawać szybciej, niż tradycyjne, bo z wykorzystaniem jak największej liczby gotowych elementów produkowanych poza placem budowy. Trzonolinowiec można też było wznosić bez pomocy dźwigów, których wykorzystanie w gęstej zabudowie jest trudne.

Eksperyment w razie powodzenia stosowany miał być na masową skalę. Wrocławski prototyp, którego budowa zakończyła się w 1967 roku, okazał się jednak mało udany. W połowie lat 70-tych stalowe liny, na których opierała się cała konstrukcja, trzeba było wzmocnić betonem, bo mieszkańcy narzekali, że podczas wiatru budynek się kołysze i w mieszkaniach powstają rysy. Ostatecznie ideę wiszących domów odwieszono na kołek. Tym sposobem pierwszy polski trzonolinowiec stał się jednocześnie ostatnim.

Dziwna budowa dziwnego budynku rozpoczęła się w 1963 roku. Na skrzyżowaniu ul. Dworcowej i Kościuszki najpierw pojawił masywny żelbetowy trzon. Wokół niego jeden na drugim ułożono wyprodukowane wcześniej stropy kolejnych kondygnacji. Na tym etapie budynek wyglądał jak złożona harmonia ręczna. Potem zaczęło się jej rozciąganie w pionie aż do wysokości 41 metrów. Połączone stalowymi linami stropy wciągane były na górę w miarę jak podwyższany był trzon. Szkielet budynku gotowy był w trzy miesiące. Wszystkie pozostałe prace trwały już jednak znacznie dłużej. Pierwsi mieszkańcy zaczęli się wprowadzać dopiero po czterech latach.

Czytaj więcej o trzonolinowcu [KLIKNIJ]

Na mapie wrocławskiego modernizmu przygotowanej w ramach ESK 2016 Trzonolinowiec prezentuje się tak:

Całą mapę wrocławskiego modernizmu znajdziecie tutaj [KLIKNIJ]

Wrocław ma więcej budynków równie wyjątkowych jak Trzonolinowiec. Czytaj DALEJ