O sprawie przekrętu na Politechnice "Wyborcza" pisała obszernie dwa lata temu. Prof. Adam J. to światowej sławy specjalista z zakresu elektroniki i automatyki, członek Polskiej Akademii Nauk, wykładowca uczelni na całym świecie. Jednak jego zatrzymanie nie dla wszystkich w środowisku było szokiem. O tym, że może on wyłudzać pieniądze na badania, szeptano w środowisku od lat. Wreszcie, w październiku 2013 r., wpadł i został aresztowany. Jak twierdzi dziś prokuratura, Adam J., wraz z kilkoma swoimi doktorantami, miał wyłudzić prawie 1,8 mln zł.

CZYTAJ TEŻ: Majówka w zamku lub pałacu? To proste [PRZEGLĄD MIEJSC]

- Proceder polegał na pozyskiwaniu przez Adama J. i jego zespół środków z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego na prace badawcze z zakresu informatyki, które w rzeczywistości nie były wykonane - wyjaśnia "Wyborczej" prok. Liliana Łukasiewicz z prowadzącej śledztwo w tej sprawie Prokuratury Okręgowej w Legnicy. - Oskarżeni w ramach realizacji grantów zawierali umowy-zlecenia na wykonanie prac cząstkowych z doktorantami, studentami oraz przypadkowi osobami, najczęściej członkami rodzin lub znajomi niemającymi żadnych kwalifikacji do wykonania prac objętych umowami. Mimo że wiedzieli, iż prace cząstkowe nie zostały wykonane lub wykonano je nierzetelnie, rozliczali przyznane środki w stanowiących podstawę do wypłaty pieniędzy raportach końcowych. Wprowadzili tym w błąd Politechnikę i ministerstwo działające za pośrednictwem Narodowego Centrum Nauki. Pieniądze za prace pobrali nienależnie.
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.